sobota, 5 września 2009

O rozkminie i dziwnej zależności

No, suspens był, i to jaki wielki!
A czy było warto?
Ze względu na tematykę wpisu wydaje mi się, że owszem.
Mianowicie. Nie mam jeszcze stuprocentowej pewności, ale śmiem sądzić, że wszyscy, każdy jeden z nas, jesteśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nie jest to jakiś oklepany temat rodem z filmów scjence fikszyn, czy mitologiczne brednie, mające wszystkich straszyć po to, by... hm. By wszyscy byli wystraszeni.
Sprawa jest, wbrew wszelkim pozorom, poważna. Zagrożenie realne. O czym mowa?
O bezdomnych, moi drodzy. Przechadzając się po okolicy Galerii Białej w BIałymstoku, moją uwagę przykuły pewne niecodzienne, ujmijmy to, elementy, znajdujące się na trawniku. Niestety, nie zdołałem odnaleźć żadnego konkretnego zdjęcia przy użyciu images.google.pl, dlatego, by podnieść nieco jakość oferowanych tu informacji, sporządziłem szczegółowy, niezwykle realistyczny rysunek.
Nie. To, co zobaczycie za chwilę, nie jest zdjęciem.

Ja wiem, ja wiem, profesjonalne.
Także, o co chodzi z tymi kominami? Co sprytniejsi zauważyli pewnie, że te 'kominki', wystające wesoło z trawnika, wydalają na zewnątrz ogromne ilości dymu. A dym skąd się wziął - dżdżownice rozpoczęły masowe jaranie fajek, jako protest przeciwko robakożernym rakom? Hohoho, co to, to nie! Ten dym bierze się z podziemi, gdzie, o czym niewielu z nas wie...

... znajduje się ogromna pieczara, pełna bezdomnych. Bezdomni, z racji zamiłowania do palenia wszystkiego, co wpadnie im w rączki w beczkach po ropie naftowej, produkują ów dym, zanieczyszczając nasze piękne środowisko w ramach przygotowań...

Sama pieczara pełni funkcję schronienia dla wszystkich tych ludzi, pozbawionych prawdziwego domu. Nastroje, ze względu na małą ilość miejsca są dość napięte, niekiedy prowadząc do poważniejszych bójek i, niekiedy, śmierci. Jeden z przywódców wszystkich bumów postanowił temu zaradzić i wpadł na 'genialny' (przynajmniej jego zdaniem) pomysł.

Rebelia.

Wszystkie osoby, które zostały wyparte przez społeczeństwo z powodu lenistwa, które doprowadziło ich na skraj ruiny, chcą odzyskać swoje mienie... naszym kosztem. Będą płonąć domy, szkoły, szpitale, a nawet urzędy, choć o te ostatnie żaden człowiek przy zdrowych zmysłach martwić się nie powinien. Czy to jest długo zapowiadany koniec świata, który, o dziwo, powinien wkrótce nastąpić? O tym dlaczego, w dalszej rozkmynie.

Ostatnimi czasy zdałem sobie sprawę z faktu, że im gorsze produkty prezentowane są przez różnorakie media, niezależnie od faktu, czy chodzi o gry komputerowe, filmy, czy też książki, na tym lepsze ich reklamy możemy napomknąć się w gazetach, radiu i, przede wszystkim, w telewizji. Za przykład niech posłuży nam trailer nowej odsłony serii Halo, z podtytułem ODST. Wszyscy wiemy, że Halo jest grą żałosną i jedyny sposób na jej sensowne zastosowanie to zakup produkcji przez nimfomanki i zabawa z wibrującym w czasie strzelania kontrolerem. Ale, do rzeczy.

http://www.youtube.com/watch?v=DKkLykw33cI (możliwość obejrzenia w HD)

Świetne, kopie po dupie, daje dreszcze, itede, itede, choć samo Halo 3 absolutnie ssało. Skąd pewność, że ODST da nam ten sam 'ekspirjense' co H3?
... bo tak powiedzieli twórcy.

Filmy, gry komputerowe, muzyka. Wszystko to, w dobie najlepszych technologii w każdej z tych dziedzin, chyli się ku upadkowi. Dzisiejsze utwory muzyczne brzmią tak samo, próbując wskazać nam nowe nurty, które nowymi oczywiście nie są, bo, jakby nie było, w tej sferze zrobiono niemal wszystko to, co zrobić można było. Do korzeni nikt wracać nie chce, bo przecież na tym się nie zarobi, ne?
Gierce (tak, te głupie, złe gierce, ludzie się zabijają tylko nawzajem! ) i filmy coraz częściej stawiają na bezmyślną akcję, całą resztę zwalając na dalszy plan i robiąc ją, na przysłowiowy, odpierdol.
Dodając do tego społeczeństwo (czyli szerzący się debilizm), mamy coraz gorszą sytuację praktycznie czegokolwiek. Ot, równia 'zajebiście' pochyła.

Nie uważacie, że koniec świata w 2012 rzeczywiście nastąpi? Że będzie to prawdziwe zwieńczenie wszystkich męk, koniec staczania się w bezdenną otchłań niekończącej się degradacji, początek nowego porządku, który naprawi wszystkie nasze błędy?

Taki sposób dedukcji potrafi naprawdę przyprawić o gęsią skórkę. Kiedy myślałem o tym, zwyczajnie, niemal przeraziłem się (niemal, bo przecież ja się ngidy nie boję, to sprawa oczywista...), że cały ten 'koniec' naprawdę nas czeka. I nie da się zrobić absolutnie nic, by go powstrzymać. Ośla natura człowieka (smart, huh?) uniemożliwia wprowadzenie jakichkolwiek zmian, które miałyby na celu ratowanie choćby jednej z wymienionych przeze mnie dziedzin. A że wszelkie idiotyzmy rozprzestrzeniają się w naszym społeczeństwie niczym istna zaraza, to również sprawa nie do zatrzymania.

Także, co możemy zrobić? Rwa mać, co?

To, co robią na każdym filmie przed nadchodzącym końcem świata. Brać darmowe telewizory, masowo uprawiać seks, ewentualnie przejść się do kościółka - swoją drogą, ciekawy kontrast - czy, tak po swojsku, olać to wszystko i wskoczyć do ciepłego wyrka, z nadzieją na lepsze (lub jakiekolwiek) jutro.

No. Teraz to poczułem się lepiej. Phew! Gorzej będzie, jak już Ci wszyscy bezdomni rzucą się na nas, obdzierając nas ze skóry, brrr....

Hm. A co Wy, nieliczni czytelnicy, o tym myślicie? Rzeczywiście nie da się tego odratować? A może moje pesymistyczne wnioski są zwyczajnie błędne i wymagają poprawek? Śmiało, wyprowadźcie mnie z błędu.

Tylko na to czekam.

ww3.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Suspense edition, czyli wuwu trzyma w napięciu

Chwilowo, nie mam pojęcia, o czym mógłbym napisać.
Ale wiem, jak Was zatrzymać na dłużej.


Może i nie jest to jakoś genialnie piękne.
Ale ma dupę. Dużą. I cycki.

Znaczy się, obrazek poniżej również przedstawia coś, co ma dużą dupę i cycki. Ale... no cóż. Suspens to się tutaj tworzy chyba tylko dla chorych zboczeńców, którym nieobce są kontakty seksualne z drzewami.

Można? Można! No, to miłego oczekiwania na kolejny post, ww3 bez odbioru, pstryk psst.

sobota, 8 sierpnia 2009

Pierwszy (i ostatni poważny, przysięgam!) post - i od razu z kopyta! Czyli o Thaiti, śmierci i lodach.

Znaczy się, nie w mordę, a z impetem. Prosto w mózgi, o ile takowe jeszcze posiadacie (oh, czy ten tekst w nagłówku nie jest przepiękny?).
Zanim przejdziemy do tematu dzisiejszych wywodów.
Króciutko. Blog jak blog. Sranie, granie, muzyka, felietony, w niedalekiej przyszłości grafika 3D. Jeżeli zbierze się wystarczająca ilość stałych bywalców, dorzucę jakieś gołe babeczki, tak na wypadek jakby kogoś nieludzkie ilości tekstu zwyczajnie odstraszały.
Wszystko jasne, konfetti sypie się z nieba, AIDS zabija nie tylko niewinnych ludzi, ale też morderców i gwałcicieli, Radio Maryja dalej nadaje, dlatego wreszcie możemy przejść dalej, jak to się kiedyś mówiło, do sedna sprawy.

Martwię się o przyszłość kraju. Ba, świata. Nie chodzi tu o politykę (Kompletnie nie wiem o co w tym chodzi. Nie odróżniam lewicy od prawicy. Ale jak widzę w telewizji, że gdzieś się w sejmie napier!@#$%, to mam z tego większą uciechę, niż z oglądania KMN), czy o głód na świecie, bo przecie jestem nieczułym sukinsynem i ot, po prostu mnie to nie obchodzi. Martwię się. Wszystko to przez krótką, destrukcyjną dla moich przepięknych oczu partyjkę w Project Gotham Racing 4 na Xbox 360 (Już jutro w Fakcie - blogger wyznaje, że gry komputerowe zniszczyły mu życie). Znaczy się, nie tylko, ale od tego się zaczęło. Prostacki początek, także się nie zrażać, gdzieś-daleko-istniejąca inteligencjo.



Razem z towarzyszem dołączyliśmy do jednego z dostępnych lobby, by rozpocząć rozgrywkę z nikim innym, jak, no kurza morda, polakami! Nasi rodacy kochani, sami swoi, kiełbasą i piwem solidniej niż niemieckie obżartuchy pachnący. Znaczy się, piwem to mógł capić tylko jeden z nich, bo drugi był osobnikiem niepełnoletnim, w świetle prawa, nie mającym fizycznej możliwości zakupu alkoholu. Cała ta 'lawina', o której bliżej opowiem za chwilę, rozpoczęła się od jego słów, które wywołały u mnie grymas identyczny, co przy oglądaniu *2chicks1cup* (Jeśli nie oglądaliście, Bóg musi Was wyjątkowo kochać) .

"Angielski jest dla 'nubów' "

Wy chyba jaja sobie ze mnie robicie. Najbardziej rozpowszechniony język na świecie, dosyć łatwy (pamiętajmy, że Esperanto, wbrew oczekiwaniom, nie przyjął się tak dobrze jak powinien), obecny chyba w każdej znanej nam dziedzinie życia jest dla 'nubów' ?
A 'newbie' to z jakiego języka? Tahitańskiego?
Rzecz jasna, nie ma absolutnie niczego złego w ogólnej obronie swojej narodowości. Globalizacja powoduje przecież zanikanie tożsamości narodowej, zlewanie się kultur, powolne tworzenie społeczeństwa jako jednolitej całości.
I tu, na chwilkę, ponownie wróćmy do polityki, której za kij nie rozumiem. Jedynym sposobem na znalezienie u nas dobrze płatnej pracy bez dobrej znajomości języka angielskiego jest zostanie posłem. Chłopak - i tu młodość go nie usprawiedliwia - niezbyt dobrze posługuje się językiem polskim. Przyszłość narodu.

No to ja nie mam więcej pytań co do MOJEJ przyszłości. Lecę na Thaiti, macać gorące laseczki ubrane w jakieś krzaczki, po którym wystąpi u mnie wysypka i umrę w ciągu tygodnia. HELL YEAH! Jak umierać, to tylko tak!



Stan większości naszej młodzieży już od dawna przyprawiał mnie o mdłości. Bezsensowna nisza, mająca w głowach niewiele więcej niż "JEB JEB" i "PIERD PIERD" przeważa pod względem liczebności, dlatego, tak jak z komarami - nie drap, to się przyzwyczaisz i o ich obecności wiedzieć nie będziesz. Choć to może nieuczciwe i nieetyczne z mojej strony, już dawno skreśliłem tych ludzi, widząc poziom, nie zwracającej nikomu niczego, konsumpcji, przekraczający mój, wynoszący krytyczne ~80% życia. Trudno, co najwyżej dostanę wpirdziel za tego posta.

Mając jakąkolwiek nadzieję na istnienie normalnych osobników na reszcie tego bloku, z moim wiernym towarzyszem (który nie jest psem i którego nieserdecznie pozdrawiam, nigdy nie umiałeś grać), przenieśliśmy się do innej produkcji, której nazwy nie wymienię bo i tak Wam nic nie powie. Załóżmy, że była to gra SUPER SEXY BEWBZ 3 - TIT FUCK.

I co? Ze strony co najmniej kilku osób (jednego dnia, taka lawina ?!) doświadczyliśmy okrutnej ignorancji językowej (o, jak ładnie to nazwałem. Nobla plose!). Ja wiem, że tacy na przykład niemcy to uważają, że ich język jest jedynym słusznym istniejącym i tylko oni liczą się na świecie, ale żeby przedstawiciele innych narodowości, ciut starsi niż pan-lawina, podobnie uważali, że angielski, uwaga, pochodzi z USA i jest kompletnie bezużyteczny?

I tu może nasunąć się myśl - hola, hola, wypierdku, znaczy się co, każdy język odkładamy do lamusa i wszyscy szczęśliwie łączymy się pod przewodnictwem języka angielskiego?

... a jakiego? Polskiego? A może kilku naraz? No to zapierdzielać do szkoły i uczyć się na perfekt 5 języków, RAUS! Dajcie spokój, ludzie/surykatki/wydry...

Szczerze? Tyle tego napisałem, że już nie chce mi się klepać w klawiaturę. Spróbuję ująć mój punkt widzenia w kilku krótkich słowach i zakończyć ten wywód.

Nigdy nie wierzyłem w dzisiejszą młodzież, wstydzę się często za moich rówieśników. Chore przekonanie o wyjątkowości rodem z romantyzmu mogło mnie nieco spaczyć i wpłynąc na ocenę otaczających mnie ludzi, ale tak właśnie jest. Kiedy za 20 lat, miejmy nadzieję, mając miliony złotych, sławę i gorące laski, spojrzę na ludzi którzy są w moim wieku, co zobaczę? Cholera, nie mam nic przeciwko pełnemu korzystaniu z życia i słodkiemu nieróbctwu, ale, kurde, nawet do takich rzeczy trzeba mieć jakieś podstawy. Co, chcecie wybrać się na szaloną wyprawę do Londynu bez znajomości angielskiego? E, no to akurat zły przykład, bo tam to już sami polacy są. No dobra. Do Kanady. Chcecie? To śmiało. Zobaczymy co z Wami będzie, jak nie znajdziecie naszej ambasady. Korzystając z inteligentnych tekstów mojego pokolenia, zesracie się na miętowo. Po prostu... mam już dość tej niszy, głupoty, czuję się, jakbym żył obok gorszego gatunku, zatruwającego mi życie. Jak niektórzy mądrzejsi zauważyli, powolutku wyłania się tutaj koncepcja 'nadczłowieka' Nietschego. Ale ja nie chcę tuaj nikogo rozdzielać. Może i ze mnie sukinsyn, ale w Hitlera bawić się nie będę.
Eniłej, może to rzeczywiście po prostu ze mną jest coś nie wporządku. Jeżeli tak myślicie, pragnę jednego - przysłuchajcie się tekstom "Firmy" (lub, analogicznie, żeby nie było, że tylko do jednej 'subkultury' się czepiam - polskiego "Behemotha"), których wszyscy ochoczo dziś słuchają, rozmowom waszych rówieśników, przyjrzyjcie się ich zachowaniu.

Wnioski - wyciągnijcie sami.

Coś czuję, że nie ująłem całości dokładnie tak, jak chciałem (ale wyszło w kilku krótkich słowach!), powinienem jednak wszelkie wątpliwości wyjaśnić i swój punkt widzenia uściślić w ewentualnych odpowiedziach na komentarze.

No, kurde, pesymistycznie wyszło. Ale miało być też coś o lodach, jak to w tytule napisałem.
Nie jedzcie w czasie zimy - to może skończyć się anginą, co uniemożliwi wam jakikolwiek zarobek na rogu w dzielnicy czerwonych latarni. Same straty, oh... Na leki jeszcze wydać trzeba będzie!


Ostatni raz było tak poważnie. W końcu jestem zajebiaszczym optymistą, a jedyne co mnie trapiło, to opisany tutaj fakt. O, może też krócej będzie...

Pokaż wszystkie